Śmierć na planszy, krew na ścianie. Straszny film czy mroczne granie?

Czyli co warto sprawdzić na stole, a co na ekranie.
31 października 2020
30 grudnia 2020
Kamis, Madzia

Kamis

Już dziś (w sobotę) mamy ten jeden dzień w roku, kiedy wszystkie dzieci są szczęśliwe, ich kieszenie pełne skarbów, a stroje przypominają malownicze, wyraziste, baśniowe… potwory! Mowa tu oczywiście o Halloween, czyli chyba najbardziej rozpoznawalnej tradycji czczenia ludzkiej śmiertelności poprzez zapychanie się słodyczami i kupowanie ozdób z uniwersalnym symbolem śmierci jakim – jak wszyscy wiemy – jest dynia. Ale oczywiście nie tylko Anglosasi świętują skończoność naszej podróży, ciekawość jej końca i lęk przed tym co nieznane. Na przykład Meksykanie przypominają nam swoim pełnym radości Dia de los Muertos, że pamięć o zmarłych nie musi być posępna, a życie w zaświatach może być kolorowe…

Madzia

…no i nie zapominaj o Dziadach! Może i ta pradawna tradycja została wyparta przez bardziej powściągliwe święta chrześcijańskie, ale do dziś wiele osób z mniejszym lub większym zapałem odprawia Dziady. Ale my tu nie o tym przecież… nieważne czy obchodzicie Dziady czy Halloween – każdy pretekst jest dobry, by zagrać w jakąś planszówkę. A jeśli zastanawiacie się w co można zagrać w taki klimatyczny wieczór, to spójrzcie na Abominację: Dziedzictwo Frankensteina. Tylko ostrzegam, że pudełkowy czas rozgrywki jest nierealny do osiągnięcia. Na jedną partię trzeba poświęcić jakieś 3 godziny (chyba, że użyjemy któregoś z modułów dostępnych w internecie).

A o co chodzi w samej grze? Wcielamy się w naukowców, którzy na prośbę (a częściej pod przymusem) potwora Frankensteina będą budować dla niego… przyjaciela. Mechanicznie jest to typowa gra ekonomiczna, tylko zamiast zbierać drewno, zboże i marchewki naszymi surowcami są kości, mięśnie i organy. Musimy uważać, bo to zasób, który szybko się psuje. Im świeższe będą materiały, których użyjemy, tym lepszego człowieka (?) uda nam się zbudować. Ale to nie jedyna rzecz, która odróżnia ją na tle innych tego typu planszówek. Uświadczmy tu również trochę przygody. Tak! W grze ekonomicznej znalazło się miejsce na zastosowanie kart wydarzeń, które nie tylko wprowadzają zmiany w dostępie surowców na planszy (egzekucja to zawsze dostęp do świeżego towaru) ale również zmuszają nas do podejmowania fabularnych decyzji. No to na co jeszcze czekacie? Nie widzicie tej burzy z piorunami? Czas postawić tego potwora na nogi. IT’S ALIVE!!!

Abominacja: Dziedzictwo Frankensteina, proj. Dan Blanchett
Abominacja: Dziedzictwo Frankensteina, proj. Dan Blanchett
Kamis

Namówiłaś mnie! Nie ma nic co może bardziej umilić październikową kolację niż poćwiartowane trupy podpięte pod agregat prądotwórczy. Jeśli jednak wolicie ten wieczór spędzić w nieco mniej grobowej (ha-ha) atmosferze to ja bym wybrał Fearsome Floors (org. Finstere Flure), czyli w wolnym tłumaczeniu „Potworne Posadzki” (zrzekam się praw do tego tłumaczenia, jeśli tylko jakiś polski wydawca zechciałby ją spolonizować). W grze wcielamy się w jedną z grupek znajomych lub krewnych, którzy próbują uciec z tajemniczego lochu, w którym zostali zamknięci przez odrażającego potwora – i jedną z atrakcji w grze jest stworzenie własnego, spersonalizowanego potwora z dostępnych elementów. Madzia, jak widać mamy podobną słabość do gier, w których elementami są rozczłonkowane kończyny…

Brzmi złowrogo, ale klimat gry jest bardzo luźny, wręcz familijny. A to głównie dzięki rewelacyjnej grafice stylizowanej na coś pomiędzy retro kreskówką w stylu Scoobiego-Doo, a kampową estetyką komedio-horrorów klasy B typu Martwica Mózgu. Sama rozgrywka jest równie przystępna i równie… familijna? Nie ma tu złej krwi (ha-ha), bo nie możemy bezpośrednio atakować współgraczy i czujemy, że wszyscy siedzimy w tym razem jako potencjalny pokarm dla monstrum.

Z drugiej strony zwycięzca może być tylko jeden i jest nim ten, kto ucieknie jako pierwszy. Może więc „tak się PRZYPADKIEM złoży”, że potwora akurat naprowadzimy na kryjówkę koleżanki. To świetne uczucie gdy gra nie wymaga od nas, żebyśmy byli niemili, ale nam na to pozwala – jeśli mamy ochotę. I to jedna z niewielu gier, w którą z równą chęcią zagra moja mama, co i moi znajomi. Gra jest też wyjątkowo elastyczna, bo możemy grać i w dwóch, i w siedmiu graczy z równie wielką przyjemnością. Zależnie od ilości graczy mamy tu albo pojedynek (martwych, ha-ha) umysłów, albo prawdziwie szalone igrzyska, które zaczynają przypominać grę imprezową. A do tego jak na prawdziwy kreskówkowy horror przystało, dzięki planszówkowej magii potwór przechodzi przez ściany i pojawia się znikąd!

Finstere Flure, proj. Friedemann Friese
Finstere Flure, proj. Friedemann Friese
Kamis

A co jeśli nie ma partnera albo ochoty, żeby zagrać w ten wieczór w planszówkę?

Madzia

Wolny wieczór bez planszówki? Ok, nie oceniam. Dopóki zgadzamy się, że planszówki to najlepsza forma spędzania wolnego czasu, macie prawo mieć gorszy dzień. No dobra, może troszkę przesadzam, sama lubię czasem coś obejrzeć lub przeczytać. A na taki dyniowy wieczór przydałby się jakiś horror. Problem w tym, że ja horrorów nie oglądam. Bo potem nie mogę zasnąć. Ale mogę wam polecić film, który wzbudza we mnie niepokój od czasów dzieciństwa.

Księżniczka Mononoke to już klasyk wśród anime. Opowiada o walce ludzi z naturą. Dwie strony nie mogą znaleźć porozumienia, co doprowadza do krwawej wojny. Nieważne, czy oglądam ten film mając lat 8 czy 25 (chociaż jako dziecko większości w nim nie zrozumiałam), sposób w jaki przedstawiono narastający gniew wśród mieszkańców lasu wciąż powoduje u mnie dreszcze. Jeśli nie oglądaliście, nie chcę wam zdradzać zbyt wiele. Sami przemyślcie to, co tam zobaczycie. Ja tylko z całego serca polecam, bo to film, który zostaje w naszych głowach na bardzo długo.

A ty Kamis, masz coś ciekawego do obejrzenia w przerwie między grami?

Księżniczka Mononoke, Hayao Miyazaki
Księżniczka Mononoke, Hayao Miyazaki
Kamis

Czuję olbrzymią presję, ponieważ jak wiesz uwielbiam kino grozy. Ale może odłożę te wszystkie wybitne klasyki na inną okazję, a powiem wam o filmie, który może nie jest na pierwszy rzut oka tak ambitny, tematycznie odkrywczy czy brawurowy jak niektóre arcydzieła gatunku, ale jest z pewnością szalenie aktualny – Zombie Express (polskie tłumaczenie jest bardzo „kreatywne” i dalece bardziej sensacyjnie brzmiące, niż tytuł oryginalny brzmiący w wolnym tłumaczeniu „Pociąg do Pusan”).

Koreańskie kino w ostatnich latach dało nam sporo filmów, które pod przykrywką wielkich wydarzeń opowiadają o naprawdę poruszających i przyziemnych ludzkich problemach. I tak jest tutaj – dziejąca się przed naszymi oczami pandemia pewnej tajemniczej choroby (brzmi znajomo?) ujawnia prawdę o relacjach międzyludzkich, o tym jak zachowujemy się w ekstremalnych warunkach i co jest w życiu tak naprawdę najważniejsze. Ogląda się dość lekko, tempo jest wartkie, a jednocześnie nie „gubi” widza, ale mimo tej lżejszej formy udaje się opowiedzieć wiarygodną historię ojca i jego malutkiej córeczki, którzy zderzają swoje własne problemy z trudną sytuacją. A jeśli mnie spytacie, film skoncentrowany na dobrym przedstawieniu relacji bohaterów, osadzonej w niecodziennym kontekście, może być równie interesujący co kino poruszające głębsze i bardziej egzystencjalne zagadnienia. A, no i jest tu okładanie zombie kijem bejsbolowym!

Zombie Express, reż. Sang-ho Yeon
Zombie Express, reż. Sang-ho Yeon

A wy jakie lubicie gry i filmy z elementami grozy? Możecie napisać do nas na FB, Instagramie albo na wwgkontakt@gmail.com

Gry
Fearsome Floors
Abominacja: Dziedzictwo Frankensteina